Jestem w szoku. Ambiśka też. Nie znam się na kocich zachowaniach, ale dzisiejsze zachowani MiNutki wydaje mi się odbiegać nie tylko od normy ale równiez od logiki. Co się takiego stało? Otóż MiNutka zaatakowała Ambiśkę. Akcja była taka sama jak wtedy, kiedy Amberka trafiła do nas.
Amber jest czasem upierdliwa, zwłaszcza kiedy pcha swój nos gdzie nie trzeba i w najmniej odpowiednim momencie. Dzisiaj też tak zrobiła – chowałam do szafki przetwory, które przyszły pocztą, a ona wpakowała mi się do szafki skutecznie uniemożliwiając wstawienie słoików. Oczywiście zrobiła to z wrodzonym sobie wyczuciem, czyli wtedy kiedy na patelni smażyły się pierogi. Spokojna perswazja=spalone pierogi, więc złapałam kota za frak i siłą wywaliłam z szafki dając jednocześnie wyraz swojemu niezadowoleniu. I ledwo Amberek dotknęła podłogi a już rzuciła się na nią wściekła, nastroszona i dziko wrzeszcząca kula czyli MiNutka. Amber uciekła do salonu i schowała się za biurkiem, a mała wredota siedziała przed biurkiem, darła się i syczała jak tylko Ambiśka wystawiła łepek.
Amber wyraźnie była w szoku. Ja też. Przecież były zaprzyjaźnione, spały razem, bawiły się razem, jadły razem, wylizywały sobie futerka. I nagle taka zmiana. Prawie 3 godziny zajęło mi przekonywanie MiNutki, żeby dała Amberce spokój, nic nie skutkowało – ani krzyki, ani straszenie, ani przytulanie, ani głaskanie i uspokajanie. W końcu chyba się zmęczyła i dlatego dała spokój. Ale do kuchni dalej nie pozwala wejść Ambiśce.
Natychmiast zapaliło mi się światełko alarmowe w głowie… Czy białaczka może rzucać się na mózg???
Wychodzi na to, że Amberka nie toleruje składników karmy RC Calm. Wyeliminowałam te chrupki całkiem, nawet MiNutce jej nie sypię i stan Ambisi się ustabilizował na przyzwoitym poziomie. Koopka w kuwecie jest jedna na dobę i o konsystencji akceptowalnej. Kocinka jest wesoła i ciekawska, apetyt jej dopisuje. Bez żadnych negatywnych skutków wcina saszetki “felixa” i mięsko. Pastę odstawiłam już w zeszłym tygodniu, zastrzyk ostatni był też ponad tydzień temu. Na pewno również dobrze dobrane leki w tym wszystkim pomogły. Tak więc jeśli chodzi o Amber to chyba można odetchnąć.
Za to niepokoi mnie MiNutka…
Apetyt ma. Ale jest jakaś rozleniwiona. Niechętnie się bawi (przynajmniej w dzień), prawie cały czas śpi. Wydaje mi się też, że futerko ma jakieś takie matowe. I ma łupież. Może tak mi się tylko wydaje, może trzeba ją tylko wyczesać, ale ona tego nie lubi i ucieka.
Jej niechęć do zabawy z Amberką mogę zrozumieć – Amber nie jest tak delikatna jak była Dusia i MiNutka ma mniejsze szanse w biegach a zwłaszcza w kocich zapasach. Ale ona wogóle nie jest chętna do zabawy. Co prawda nie tuli się też do mnie. A zawsze to robi jak się źle czuje.
No nic. Trzeba jakoś zarobić pieniądze i zrobić jej badania. Jej i Guziczkowi…
Póki co nie ma powodów do paniki.
Biegunka sama w sobie nie jest spowodowana białaczką, ale po prostu każde zaburzenie działania organizmu w przypadku kota białaczkowego jest trudniejsze do opanowania – określiłabym to tak, że wirus sobie szuka przyczółka (a czasem go wywołuje) i jak znajdzie to trudno go wykurzyć, każdy stan zapalny jest takim przyczółkiem – w wypadku Ambisi trafiło na zapalenie jelit, niestety pogłębione przez błędy w leczeniu na początku. Pomalutku to opanowujemy. W tej chwili już jedzonko jest przetwarzane normalnie, nie przelatuje przez kocinkę jak pociąg ekspresowy. Koopki w kuwecie są tylko 2 i nie całkiem płynne, taki gęsty budyń. Wyniki krwi wskazują raczej na wirusa niż na bakterie, nic nie wskazuje też na lamblie czy inne robale – krwinki kwasowe w normie. Pobranie materiału do badania na razie się nie udało, bo póki była ostra biegunka to płyn który się z kota wylewał wsiąkał w żwirek, a teraz Ambiśka nie chce współpracować i załatwia się w nocy, kiedy wszyscy śpią. Poza tym ona nie chce się załatwiać jak ktoś jest w pomieszczeniu (czyli kibelku lub łazience bo mamy 2 kuwety), zawsze czeka aż wyjdę. Tak czy inaczej będę próbowała zapolować na koopala. Na razie czeka nas odrobaczenie, dieta żołądkowa i spokój. Zylexis powinien podnieść odporność Ambiśki, a to w tej chwili jest jedyne odchylenie od normy jeśli chodzi o badanie krwi – za mało białych krwinek.
Problemem będzie utrzymanie diety bo Amberek zagustował w saszetkach i po prostu wyrywa MiNutce miseczkę – normalnie bierze łapką i wyciąga Nutce spod pyska. Jak jej się uda dopaść saszetkowego jedzenia, to już nie wylizuje samego sosu ale zjada też twardsze składniki. Staram się uniemożliwić jej takie ekscesy ale inteligencja tego kota jest zdumiewająca i nie zawsze mi się to udaje. Jedynym wyjściem byłoby chyba zamykanie jej na czas karmienia Nutki, co jest o tyle problematyczne, że u mnie tylko 2 pomieszczenia mają drzwi i szybko się nauczyła co znaczy zaganianie jej do któregoś z tych pomieszczeń. Szczęśliwie kupuję saszetki przyzwoitej jakości, więc na pewno żadnym świństwem się nie zatruje. Kupię jej RC Sensitive – tam jest dużo sosu i mało treści – zobaczymy czy będą problemy z biegunką.
Wydawało się, że Amberka doszła już całkiem do siebie, więc zaczęłam jej mieszać indestinala z drugą karmą (RC Calm) a jednocześnie przestałam jej dawać pastę. No i reakcja była natychmiastowa – biegunka, ale na szczęście nie tak dramatyczna jak wcześniej. Natychmiast spowrotem wróciłyśmy do intestinala i do pasty i ustaliłam z wetem, że żadnych eksperymentów z karmą nie będzie, Amber je prawie wyłącznie intestinala – całe szczęście, że nie lubi mokrej karmy, bo by mi serce pękło przy odganianiu od miseczki MiNutki. I tak troszeczkę liźnie sosu żeby sprawdzić co Nutka dostała.
Wet nie pozostawia raczej złudzeń – to że to uporczywe zapalenie układu trawiennego jest na tle białaczkowym jest bardziej prawdopodobne niż pasożyty. Na razie Ambiśka dostała serię Zylexisu i zobaczymy jak na to zareaguje. Następnym lekiem jaki można będzie za jakiś czas podać jest interferon, w tej chwili nie ma to sensu, bo trzeba dać czas na reakcje organizmu na Zylexis. Szczerze mówiąc przeraża mnie perspektywa leczenia jej interferonem bo koszt takiej kuracji to ok. 1000 zł, a ja mam dwie białaczkowe kocice i rentę niewiele wyższą od tej kwoty… No ale na razie jest trochę czasu żeby wymyślić jak sobie z tym poradzić.
W tej chwili sytuacja “koopkowa” wróciła do stanu wyjściowego czyli koopki są takie jak wtedy kiedy Amber do mnie przyjechała – konsystencja budyniu. Mam nadzieję, że to się poprawi bo zatrzymanie biegunki jest bardzo ważne – ona nie przyswaja jedzenia, chudnie i się osłabia a to zwiększa szanse chorobie.
Poza problemem z biegunką Ambiśka zachowuje się normalnie, jest wesoła, ma apetyt. Zamówiłam jej worek intestinala bo mamy już resztkę, a ona zjada dziennie sporo.
Nie jest dobrze – biegunka wróciła i znowu jesteśmy na intestinalu + pasta…
Amberek dzisiaj wyraźnie lepiej. Nie było krwawych kałuż, co nie znaczy, że koopale są OK bo nie są, dalej jest sporo krwi, ale to już nie jest lejący się z kota płyn. Jeść nie chciała i bardzo słabiutka jest jeszcze, ale jest wyluzowana i spokojna, nie taki napięty kłębek jak do wczoraj. Na “śniadanie” dostała Pro-Kolin (błeee) – poza działaniami leczniczymi to dość “pożywna” pasta sądząc po składzie ![]()
Zajęła teraz koszyk MiNutki (trochę dla niej za mały) i wygrzewa się w słonku. Chyba nie ma już gorączki.
Czeka nas w przyszłości polowanie na koopala do badania, ale najpierw te koopki muszą nabrać jakiejś formy mniej więcej stałej.
Wczoraj weterynarz powiedział, że to co się dzieje z Ambiśką może mieć podłoże białaczkowe – inaczej mówiąc może oznaczać, że białaczka się uaktywniła.
Zwłaszcza, że optymistyczne teksty o prawidłowych wynikach badania krwi nie do końca są prawdziwe – dramatu co prawda nie ma, ale Amber ma za mało białych krwinek i w stosunku do maja wyraźnie jej spadły.
W tej chwili nie da się stwierdzić czy to rzeczywiście białaczka się uaktywniła – trzeba będzie za 2 miesiące znowu zrobić badanie krwi i zobaczyć co się zmieni. Jak tylko wyjdzie z aktualnych kłopotów zrobimy jeszcze badanie kału i pracujemy nad poprawieniem odporności.
A jeśli chodzi o Amberkowe samopoczucie to się poprawia ![]()
Wczoraj miała gorączkę i dzisiaj też, więc do soboty będzie dostawała antybiotyk, ale zupełnie inny niż do tej pory i uzupełniony lekami osłonowymi. Koopale pomaleńku się zagęszczają. No i najważniejsze, że apetyt rośnie – dzisiaj co 2-3 godziny Amberka idzie do miseczki i chrupie swojego intestinala. Na razie zjada po troszeczku za każdym razem, ale zjada i nie zwraca. Słaba jest jeszcze, ale zdecydowanie wraca do normy – znowu pcha pyszczek wszędzie, wszystko musi obejrzeć i we wszystkim uczestniczyć.
Samopoczucie Ambiski dzisiaj bez większych zmian w stosunku do wczoraj – przyszła się przytulić (ale na chwilkę tylko), rano zajrzała do kuchni (ale jeść nie chciała), posiedziała na balkonie w słoneczku a potem spała sobie w koszyku. Generalnie jest znowu zainteresowana tym co się wokół dzieje, reaguje na dźwięki i rozgląda się ciekawie, ale jest bardzo osłabiona.
Rano się ucieszyłam bo po raz pierwszy od kilku dni nie było krwawych kałuż w kuwecie i naokoło. Ale niestety to była przedwczesna radość…
Po południu Ambiśka zjadła pierwszy posiłek od tygodnia. Powiedziałabym nawet, że zjadła go z apetytem.
Niewiele zjadła, ale pierwszy raz się sama upomniała o jedzonko.
A teraz AMBER GANIA MUCHĘ
Jeżeli wasz kot będzie miał biegunkę, to zastrzelcie weta jeśli wam nie każe podawać mu Pro-Kolin+
Drogie cholerstwo, ale 2 dawki i kot odżywa
Wczoraj wieczorem miałam ochotę napisać, że coś się zmieniło, że Ambiśka jakby bardziej wyluzowana, że nie jest już taka strasznie skulona, że jest bardziej kontaktowa. Ale się bałam, że to tylko mnie się tak wydaje.
Nie wydawało mi się. Rano Amberek spał koło mnie. Przyszła się przytulić, pomiziać. Kiedy otworzyłam balkon od razu pobiegła i zajrzała do donicy z kocią trawką.
Jest zdecydowanie bardziej kontaktowa. Nie wymiotowała całą noc.
Nie wiem czy to rzeczywiście poprawa i nie wiem co to spowodowało – silniejszy antybiotyk czy balsam Szostakowskiego.
Na wszelki wypadek dostała dzisiaj drugą dawkę balsamu – broniła się jak lew.
Niestety to koniec dobrych wiadomości. Kuweta i okolice całe we krwi…
Po południu jedziemy na USG.
*********************
Żadnych nowotworów nie ma!
Wszystkie organy wewnętrzne Ambiśki są zdrowe.
Weterynarz, który robił USG podejrzewa, że Ambiśce przedawkowano antybiotyki…
Dostała probiotyk, witaminy, kroplówkę, preparat na odbudowę flory bakteryjnej. Rano mam dzwonić jakie są skutki po dzisiejszych lekach i w zależności od sytuacji będziemy modyfikować postępowanie lub nie.
Powiedział też, że to dobrze że dostała balsam.
A ja jestem wściekła. Maksymalnie wściekła. I to podwójnie. Że ja leczyłam w najbliższej lecznicy zamiast od początku na Łowickiej. Dwa tygodnie umęczonego kota i niewiele brakowało, a wykończyli by mi ją. Wiedziałam to już jak odebrałam w lecznicy wydruk z dotychczasowym leczeniem. Miała podane 3 różne antybiotyki w ciągu 10 dni. Dopiero ten ostatni dał zmianę na plus, a i to jest wątpliwe bo równie dobrze mogło to być działanie balsamu.
Nie mogę też przestać myśleć o tym, że gdyby zastosowali Dusi takie leczenie jakie podali na Białobrzeskiej, to może Dusieńka by jeszcze pożyła…
I tylko z przerażeniem patrzę na stan konta…
Do tej pory na leczenie Amber wychodziło od 30 do 50 zł.
Dzisiaj było dużo więcej – 195 zł. No ale USG jest drogie i leki odbudowujące to co antybiotyk niszczy też są zdecydowanie droższe niż antybiotyki
Niestety następna wizyta też będzie kosztowała ok. 70-80 zł
Szczęśliwie klient obiecał przelać kasę…
Najgorzej, że kłopoty jak zwykle chodzą stadami – w międzyczasie MiNutka miała zapalenie gardła. A dzisiaj po powrocie ze sklepu zastałam Guziczka w jakichś dziwnych drgawkach. On miał kiedyś dwa ataki padaczkopodobne, na tle chorej wątroby jak się okazało. Ale to dzisiejsze nie przypominało tych ataków. Mam nadzieję, że się tylko zakrztusił wodą, a że łapki ma niesprawne to wyglądało to jak drgawki. Tym niemniej następne światełko alarmowe się zapaliło – jemu też trzeba zrobić badania żeby czegoś nie przegapić.
Pani doktor dziś zbadała Amberkę tylko palpacyjnie i wyczuwa powiększenie węzłów chłonnych. O żadnej zawartości jelit nie mówiła.
Ambisia dostała kroplówkę z glukozą, duphalyte, catosal, metacam, cefalosporynę i coś na “I” co ma poprawić metabolizm i lek, który obniża wydzielanie kwasów żołądkowych (bo Bambiś nie ma tam żadnej zawartości). Niestety, wszystko zwróciła po 2 godzinach.
Zniosła wszystko bardzo dzielnie. Mimo iż miała 39,8 C.
Diagnozy w sumie nie ma. Są podejrzenia. Różne, od A do Z. Dlatego USG potrzebne. Może być jedna przyczyna, a może być kombinacja przyczyn. Na pewno – powtarzam za weterynarzem – białaczka pogarsza sprawę. Jeśli to np. bakteria to to, co zwykły kot zwalczałby 3 dni, Ambiś będzie zwalczać 7 dni.
A ja mam co raz więcej wątpliwości… Coś mi się nie zgadza… nie wiem co ale zapaliło mi się jakieś ostrzegawcze światełko…
Podałam Ambisi balsam Szostakowskiego. Nie wiem czy jej pomoże, ale nie mogę patrzeć jak kot załatwia się krwią i nic nie zrobić…
Krew mnie nie dziwi. Ona nic nie je, a żołądek jednak jakoś pracuje. Jak nie ma czego trawić to uszkadza własną tkankę i tkanki jelit. Dostała lek zmniejszający wydzielanie kwasów żołądkowych, ale on jednak całkiem tego wydzielania nie zatrzymuje.
Między innymi dlatego zdecydowałam się na ten balsam Szostakowskiego.
Amberka zjadła kilka chrupek z suchej karmy – dostała w lecznicy 2 torebeczki Hills Gastro Indestinal
Niespecjalnie jej to jedzenie szło, ale przynajmniej wykazała zainteresowanie i cokolwiek chrupnęła.
Chciałam ją umówić na USG do najlepszych lekarzy w Warszawie, ale to marzenie ściętej głowy – terminy za 10 dni. Do tego czasu to maleńka się wykończy.

